Ponoć turyści dzielą się na tych którzy kochają Pragę i średnio Berlin i tych którzy uwielbiają Berlin, a Praga to nie ich bajka. My zdecydowanie jesteśmy frakcją praską. Berlin nas nie oczarował. Może miały na to wpływ koszmarny, saharyjski upał i wszechobecne remonty od autostrad, ulic, po zabytki. Bardzo dużo miejsc jest zamkniętych lub pozakrywanych rusztowaniami, połowa Alei pod Lipami w remoncie, Katedra Berlińska w rusztowania i wiele by tak jeszcze wymieniać.

Do Berlina przyjechaliśmy samochodem (pamiętajcie o kupieniu naklejki Eko uprawniającej do wjechania do Berlina – ok. 6€), zaparkowaliśmy na darmowym P+R i dalej poruszaliśmy się metrem i autobusami. Bilety kupiliśmy online (7€ normalny 4,70€ ulgowy), jeszcze w Polsce i z wydrukowanymi poruszaliśmy się po mieście. Jeszcze jedna praktyczna uwaga – do metra wchodzicie tak po prostu, nikt nic nie sprawdza, za to do autobusu wsiadacie pierwszymi drzwiami okazując bilet kierowcy.

Nasz berliński spacer zaczęliśmy od Checkpoint Charlie, gdzie dojechaliśmy z P+R linią metra U6 ze stacji początkowej Alt-Mariendorf do Kochstr. - Checkpoint Charlie. Jest to obowiązkowy punkt zwiedzania Berlina. Miejsce gdzie znajdowało się przejście graniczne pomiędzy wschodnim i zachodnim Berlinem. Jest budka graniczna i na wielkim słupie zdjęcia amerykańskiego i radzieckiego żołnierza.


Stąd skierowaliśmy się w lewo, gdzie za kilkaset metrów znajduje się Mur Berliński (Berliner Mauer), a dokładnie to co pozostawiono na pamiątkę. Znajduje się tu również wystawa Topografia Terroru, ukazująca historię Niemiec w okresie międzywojennym i to jak powstawał i rozwijał się nazizm.


Kolejny punkt na mapie obowiązkowej to Brama Brandenburska (Brandenburger Tor) gdzie dotarliśmy Aleją pod Lipami (ten kawałek jest akurat w pełni dostępny, bez remontów, przynajmniej w czasie naszego pobytu w sierpniu 2018). Oczywiście ludzi jest tu mnóstwo, cienia ani odrobinki, a w słońcu ponad 40°, więc nie zabawiliśmy tu zbyt długo. I udaliśmy się ponownie Aleją pod Lipami w przeciwnym kierunku, czyli w stronę wyspy muzeów, podjeżdżając autobusem 100 (można też 200 i TXL), ponieważ spore fragmenty ulicy były w remoncie co przy tym upale było dodatkowo uciążliwe i ten oblepiający kurz… Niestety większość budynków na wyspie muzeów była w rusztowaniach więc po rzuceniu nań okiem z daleka zrezygnowaliśmy.


Zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę na placu Bebelplatz przy Uniwersytecie Humboldta, gdzie nawet udało nam się usiąść w cieniu. To właśnie tu, na środku placu pomiędzy Uniwersytetem a Katedrą św. Jadwigi (Sankt-Hedwigs-Kathedrale) 10 maja 1933r. zapłonął wielki stos. Płonęły książki autorów uznanych za antyniemieckich, wszystkiemu przewodniczył Goebbels. Spalono tysiące książek Tomasza Manna, Ernesta Hemingway’a, Bertolta Brechta, Zygmunta Freuda, Ericha Marii Remarqe’a i wielu innych. Obecnie jest w tym miejscu Pomnik Spalonych Książek. Jest to wmurowana w chodnik szklana tafla, przez którą widzimy pustkę…. Pomieszczenie z pustymi regałami, czyli symbol tego co zostało po dawnej wielkiej zniszczonej bibliotece. Tuż obok placu na środku Alei pod Lipami stoi Pomnik Konny Fryderyka Wielkiego (Reiterstandbild Friedrichs des Groβen) tuż obok Muzeum Historyczne (Zeughaus).


Dalsze kroki skierowaliśmy ku Katedrze Francuskiej (Französischer Dom), Filharmonii (Konzerthaus Berlin) i Katedrze Niemieckiej (Deutscher Dom)


Na koniec została nam Katedra Berlińska (Berliner Dom), architektonicznie piękna, lecz niestety częściowo w remoncie.


Przyznaję, że tym razem zwiedzaliśmy głównie „zewnętrznie”, ale też i nie ciągnęło nas za bardzo do zwiedzania muzeów czy galerii. Staraliśmy się odkryć co tak przyciąga ludzi do tego miasta, ale przy tej wizycie nie udało nam się tego dowiedzieć. Może następnym razem.

Berlin
WWW: www.visitberlin.de


Reklama

Booking.com

Reklama

Reklama

Booking.com