Zazwyczaj wycieczki do Wilna łączą się z Zamkiem w Trokach. My nie odbiegliśmy od reguły i zwiedziliśmy tak samo. Zamek w Trokach położony jest na jeziorze Galwe. Niestety jest to w znacznym stopniu rekonstrukcja z drugiej połowy XX wieku, niemniej zamek jest świetny. Pierwotnie został wzniesiony przez wielkiego księcia litewskiego Kiejstuta i jego syna Witolda na przełomie XIV i XV wieku.

Jeśli wierzyć w legendy opowiada się, że zamek ten jest wynikiem kaprysu kobiety – żony księcia Kiejstuta – Biruty. Ponoć nie chciała mieszkać w Starych Trokach, bo za mało tam było wody, którą uwielbiała z rodzinnej Połągi. Dlatego chcąc się jej przypodobać wybudował jej otoczony jeziorami zamek. Zajmujący całą wyspę kompleks zamkowy w Trokach stał się rezydencją wielkich książąt litewskich. Na zamek w stylu gotyckim składały się pałac, zbudowany przez mistrzów średniowiecznych i donżon – obronna wieża mieszkalna. Budynki były otoczone przez wysoki, mocny mur obronny, za którym rozciągało się jezioro Galwe, był wielokrotnie przebudowywany i rozbudowywany. Zamek można w całości zwiedzać i czasem odbywają się tu koncerty i rekonstrukcje historyczne.

 

Następnie po zwiedzeniu zamku poszliśmy na karaimskie kibiny i kwas chlebowy. Kibiny to pyszne pieczone pierożki z ciasta drożdżowego nadziewane głównie siekaną baraniną i wołowiną, czasem serem na słodko. Po drodze szliśmy ulicą Karaimską, gdzie m.in. stała Kienesa – dom modlitwy, oraz tradycyjne karaimskie domy, które zawsze mają trzy okna od frontu (Jedno dla księcia Witolda, za którego sprawą Karaimi się tu znaleźli i byli przez niego szanowani, jedno dla Boga i jedno dla gospodarza). Jest to bardzo hermetyczna społeczność, bo karaimem można być tylko z urodzenia. W Trokach żyje ich obecnie około 70 i jest to najliczniejsza grupa w Europie.



Reklama

Booking.com

Reklama

Reklama

Booking.com