Piękne miasto… wydaje się odległe, a od Białegostoku dzieli je zaledwie nieco ponad 70km. Od samej granicy już tylko 20km. Pojechaliśmy na wycieczkę zorganizowaną – bo tak dużo łatwiej ogarnąć sprawy wizowe na okręg grodzieński. Przypomnieliśmy sobie również jak to jest nie być w UE. W jedną i w drugą stronę prawie godzina na granicy, a i tak poszło nam bardzo szybko. Tak, więc cieszmy się z UE i Schengen :-) Pamiętajcie, że z Białorusi można wywieźć wszystko, ale żeby wjechać z tym do Polski to są konkretne, niskie limity, oraz nie wolno przewozić mięsa, nabiału i zwierząt bez odpowiednich papierów.

Nasze zwiedzanie Grodna zaczęliśmy od Cerkwi świętych Borysa i Gleba, inaczej Cerkwi Kołożyskiej, o której pierwsze wzmianki pochodzą z 1138 roku. Jest to jedna z najstarszych zachowanych świątyń prawosławnych w Europie północnej, wybudowana na Kołoży przy ujściu Horodniczanki do Niemna. W 1853r. w wyniku osunięcia się skarpy połowa cerkwi zawaliła się. Obecnie cerkiew składa się ze starej zabytkowej, kamiennej części i nowej odbudowanej obłożonej drewnem. Bardzo fajnie połączone nowe ze starym, bez na siłę udawania, że wszystko jest autentyczne. Warto wejść do środka :-) Obok jest kamień grunwaldzki ku pamięci mieszkańców Grodna walczących pod Grunwaldem.

 

Następnie swoje kroki skierowaliśmy do Wielkiej Synagogi, zwanej Nową lub Chóralną. Obecna synagoga powstała po pożarze starej w 1899r, w stylu eklektycznym i mauretańskim. Oczywiście po wkroczeniu wojsk niemieckich w 1941r. wnętrze synagogi zostało zdewastowane, a po wojnie było wykorzystywane jako magazyn. Dopiero w 1991r. synagoga została zwrócona gminie żydowskiej i przez nią częściowo wyremontowana i przywrócona do funkcji religijnych.

 

Po drodze do starego i nowego zamku grodzieńskiego mijaliśmy najstarszą w Grodnie remizę strażacką, z której wieży grany jest hejnał, zaś na malowidle ściennym strażaczka – skrajnie z lewej – ma twarz Mona Lisy. Nowy i Stary zamek przypominają o dawnej potędze miasta. Oba powstały na wzgórzu nad Niemnem i stoją naprzeciw siebie. Do Starego Zamku prowadzi murowany most z pierwszej połowy XVII wieku, jeden z najstarszych na terenie obecnej Białorusi. Niestety są to "prawdziwe" ruiny, z dawnej renesansowej fasady nic nie zostało. Naprzeciwko znajduje się zaś Nowy Zamek, wybudowany w latach 1738 – 1742 w stylu rokoko. To właśnie tu odbywały się zgromadzenia sejmu Rzeczypospolitej Obojga narodów i tu zatwierdzono II rozbiór Polski, oraz abdykował Stanisław August Poniatowski. Niestety w czasie wojny Zamek ucierpiał i odbudowano go w stylu neoklasycznym dodając wiele symboli komunistycznych, jak m.in. sierp i młot na szczycie nad wejściem.

 

Kolejny przystanek stare miasto z pięknymi kamieniczkami i podwórkami. W czasie naszego pobytu odbywał się XII Festiwal Kultur Narodowych, odbywający się co dwa lata. Było tłoczno, gwarno, kolorowo i smacznie :-) Później udaliśmy się na koniec starego miasta, plac Sowiecki. Znajduje się na nim Bazylika Katedralna św. Franciszka Ksawerego. Bardzo przypominała mi Bazylikę Mniejszą św. Krzyża w Warszawie. Chrystus przed wejściem, schody i ogólny wygląd bardzo podobne, ta w Grodnie o jedno piętro wyższa :-) Ale co najważniejsze – ołtarz….. majestatyczny, piękny, jedyny w swoim rodzaju! Koniecznie trzeba zobaczyć! Odbywają się tu msze po polsku.

 

Dalsze kroki skierowaliśmy na cmentarz farny, gdzie pochowana jest Eliza Orzeszkowa, oraz jej mąż. Uważam, że śmiało można ten cmentarz nazwać polskim, gdyż większość nagrobków właśnie jest polskich, oraz znajduje się tu polska kwatera wojskowa. Cmentarz jest już nieczynny, ale i niestety bardzo zaniedbany. Był nawet plan zlikwidowania go, na szczęście do tego nie doszło, ale dużo nagrobków jest zniszczonych, a krzyże wyrwane, przykro patrzeć…. Niedaleko niego znajduje się również cmentarz wojskowy gdzie m.in. jest pomnik katyński, oraz pomnik pamięci żołnierzy polskich 1918 – 1939r.

 

Przedostatni przystanek to Muzeum Elizy Orzeszkowej, która cieszy się w Grodnie wielkim szacunkiem, muzeum stoi przy ulicy jej imienia, która mimo różnych zawirowań historycznych nie zmieniała się (poza epizodem Hitlerstraße). W muzeum pięknie o Orzeszkowej opowiadała pani przewodnik, nie wiem czy ktokolwiek u nas wie tyle o Orzeszkowej, o jej życiu i twórczości co mieszkańcy Grodna. Muzeum niewielkie, ale serca bardzo dużo. Tuż obok jest również jej pomnik.

 

Ostatni punkt programu wycieczki to Sobór Opieki Matki Bożej z 1907r. Piękny! Zarówno z zewnątrz piękny i koronkowy jak i w środku piękny ikonostas.

Resztę czasu spędziliśmy na włóczeniu się staromiejskimi uliczkami, zerknęliśmy na pomnik Lenina i na czołg stojący na postumencie, po drugiej stronie placu Sowieckiego, z lufą skierowaną nie na Polskę, a na Niemcy :-)

Grodno jest piękne i naprawdę warto je odwiedzić choćby tak jak my w ramach wycieczki.



Reklama

Booking.com

Reklama

Reklama

Booking.com